per voi polacchi (o polaccofili)

maggio 6, 2013

Mentre ITN si prende tutto il tempo, ho ricevuto un regalo da Varsavia, l’inizio di Se fossi fuoco arderei Firenze tradotto in polacco da Julia Błaszczyk, sotto la supervisione della prof. Małgorzata Trzeciak. Miłego odbioru!

Se fossi fuoco arderei Firenze

Popatrz na niego, jedzie do Florencji. Ma ze sobą bagaże. Jedzie, aby zostać. Nie ma nawet dwudziestu lat: student, najprawdopodobniej. Jedzie samochodem, przy bramkach myli się i ustawia się do wjazdu Telepass, przeklina, wrzuca wsteczny, zaczyna się wycofywać, ale już ktoś się za nim ustawił. Wzdycha, tamten się rzuca, więc on się odwraca, rozkłada ręce, tamten wzdycha, ale rozumie i odsuwa się. Ustawia się na właściwym pasie, jest wściekły na korek, wkłada do ust papierosa i włącza radio. Zanim znajduje stację, która by mu odpowiadała, jest już za bramką, w ruchu miejskim. Śledzi przypadkowe znaki, „Stadion”, „Parterre” (Parterre?), „Aleje”, w końcu przegapia jeden z drogowskazów, który wskazuje centrum. Myśli, że tam jedzie, a w rzeczywistości jeździ dookoła alejami. Widzi inne znaki i kieruje się nimi, ale żaden już nie prowadzi do centrum. Próbuje zorientować się po wieży Palazzo Vecchio, która czasem pojawia się między dachami, po bramach miasta, po masywnych, samotnych fragmentach kamiennych murów, które napotyka raz między skrzyżowaniami, raz pośrodku placu, ale są zbyt do siebie podobne i nie może zorientować się ani dojechać, tak jakby ten okrąg pozbawiony murów wciąż istniał i go odpychał. Zmierza w kierunku placu Michała Anioła, co jest nieuniknione, jeśli podąża się alejami. Zauważa Dawida, orientuje się, że jest w tym słynnym miejscu, z którego widać z góry całą Florencję i wysiada.
Zapala papierosa, robi kilka kroków w kierunku muru, za którym otwiera się widok na miasto, na katedrę (Duomo) i na bazyliki, wyglądające jak statki falujące w morzu czerwonych dachówek, i Florencja nie wydaje mu się nieruchoma, porusza się w zwolnionym tempie, tak jakby z trudem uciekała. Albo jakby była już gdzie indziej. A tam w dole, jakby nie było już miasta, tylko jego odbicie. Nie ma wielu ludzi wokół niego. Jest sam przy balustradzie (turyści trzymają się z tyłu żeby robić zdjęcia) dopóki nie spostrzega dziewczyny. Ma różowe policzki, ciężko oddycha. Czyżby weszła tu piechotą? Uśmiecha się do niego.  Rozpoczyna rozmowę. Dowiaduje się, że weszła pieszo i że także ona przyjechała do miasta tego dnia. Wróciła – precyzuje. Wykorzystując chemię, która między nimi zaistniała, rozmawiają jeszcze chwilę, on pyta się czy jest pieszo, czy może podrzucić ją do miasta; ona odpowiada, że nie, więc prosi ją chociaż o numer telefonu.
Beztrosko wsiada z powrotem do samochodu, przekonany, że przyszłość przyniesie mu same wspaniałe rzeczy. Zjeżdża znów w aleje; dzięki wskazówkom, których usłyszał wiele, zanim znalazł kogoś, kto naprawdę umiał go pokierować, udaje mu się wcisnąć w labirynt uliczek jednokierunkowych i stref pieszych, które stanowią centrum. Na próżno krąży w poszukiwaniu miejsca parkingowego przez prawie godzinę, próbuje zostawić samochód przy ulicy, w punkcie, z którego widać kopułę, żeby móc przynajmniej jakoś potem odnaleźć się we Florencji; w połowie manewru zauważa znak zakazu postoju, odjeżdża.

Lascia un commento

Inserisci i tuoi dati qui sotto o clicca su un'icona per effettuare l'accesso:

Logo WordPress.com

Stai commentando usando il tuo account WordPress.com. Chiudi sessione / Modifica )

Foto Twitter

Stai commentando usando il tuo account Twitter. Chiudi sessione / Modifica )

Foto di Facebook

Stai commentando usando il tuo account Facebook. Chiudi sessione / Modifica )

Google+ photo

Stai commentando usando il tuo account Google+. Chiudi sessione / Modifica )

Connessione a %s...

%d blogger cliccano Mi Piace per questo: